logo

Sam o sobie, czyli subiektywnie

Fotograf ślubny - Shrek

Czy to jakiś problem, że fotograf ślubny jest łysy...? Nie? - to OK! (A zielony..?) Ale to tylko pozory, bo właściwie, to mam dwie łysiny, które zlewają się w jedną. Od karku, przez potylicę i aż po czubek, jestem łysy z wyboru, a od wspomnianego czubeczka aż do czółka, to już tylko siłami natury. :)

Dla jasności – mi też to nie przeszkadza, wcale. No, może czasem, kiedy, jako fotograf ślubny, robię zimą w lodowatym kościele. Wtedy bywa mi przykro…

A propos zimy – kocham deseczki. Wyobrażam sobie raj, jako niekończący się, szeroki stok narciarski, zawsze świeżo wyratrakowany, a na nim góra dziesięciu narciarzy. Ech…Ale ja gadam głupotki… Nie prawda! Raj, to szeroki, czyściutki, górski potok, pełen tłustych pstrągów, lipieni, łososi… A ja, pośrodku tej wody z pudełkiem wyłącznie łownych much…
No dobra, w raju, chcę też mojego Nikonka i ze dwadzieścia szkiełek..Kurdę – a jakby to wszystko połączyć…
Poza tym – jestem szurniętym ogrem. Ale pamiętajcie:
„Ogry są jak cebula - mają warstwy..!”

Pewnie każdy fotograf zadaje (albo zada) sobie pytanie „dlaczego kocham to robić”. To ciekawe, bo focę od kilkudziesięciu już latek, ale jakoś mnie to pytanie omijało. Więc dlaczego je zadaję teraz..? Bo właśnie znalazłem odpowiedź…

Mam naturę samotnika. Takiego człowieka, co to lubi otoczyć się własnymi myślami, i obserwować. Obserwować, analizować, wnioskować…
Mogę być wtedy w lesie, na łące, na rybach, wherever. I lubię też, a może uwielbiam usiąść sobie na ławeczce pośród tłumów spacerowiczów, albo sączyć piwo w ogródku knajpki… i patrzeć na ludzi. Wybieram sobie osoby samotne, pary, albo grupki i obserwuję. Kłębią mi się w głowie przeróżne myśli i wnioski, staram wniknąć w ich umysły, poznać ich emocje, nastroje, relacje, uczucia… Tworzę własny obraz drugiego człowieka. To jest ode mnie silniejsze, nie potrafię od tego uciec.
Wydaje mi się wtedy, że jestem jakoś niewidoczny, schowany za wirtualnym parawanem…

/pauza dla zbudowania napięcia.../

To było całkiem niedawno. Byłem na jakieś otwartej imprezie, piłem alkohol (a może nie tylko ;) ), bawiłem się, robiłem zdjęcia… No i, jak zwykle, obserwowałem ludzików. I nagle, uświadomiłem sobie, że TO JEST WŁAŚNIE TO! Przecież, to jest właśnie moje fo-to-gra-fo-wa-nie..! Dokładnie tego samego szukam w portretowaniu ludzi: całej prawdy! Mam od zawsze, takie nierealne marzenie, żeby stawać się fotografem niewidzialnym. Robić zdjęcia tak samo, jak tworzą się w mojej głowie obrazy ludzkich emocji – zupełnie anonimowo.

Proste? Proste…

Fotograf ślubny - Shrek

Moja przygoda z fotografią, zaczęła się gdy miałem 10 lat. Wtedy to, trafiła w moje ręce, dwuobiektywowa lustrzanka polskiej produkcji - START 66, należąca do mojego ojca. O fotografii i fotografowaniu wiedziałem wówczas mniej, niż dzisiaj o... szczycie Annapurna, na przykład: wiem, że jest, że ma więcej niż 8 tys., i że jest piękny. Ale to wszystko...

Przez jakiś czas, byłem członkiem Wedding Photojournalist Association (WPJA), prestiżowej, międzynarodowej organizacji, reprezentującej profesjonalnych fotografów ślubnych, tworzących prawdziwe, naturalne ślubne fotoreportaże.
Kilka wyróżnionych tam moich zdjęć:
1. narzeczeńska
2. narzeczeńska
3. narzeczeńska
4. portret ślubny

Wiem, że wśród was są tacy, których interesuje to, czym „strzela” fotograf.
Proszę bardzo, otwieram dla was swoją torbę…

Mam na temat tej "konieczności", swoje (subiektywne) zdanie. Niemniej, gdyby ktoś pytał, to mam:
Upoważnienie do fotografowanie w czasie celebracji liturgicznych Kościoła Rzymskokatolickiego Nr 1078/10 z dnia 30/10/2010 roku.